Tytuł: Dam nam szansę.
Data: sobota, 25 kwietnia 2009
Dokładniej: 23:44:15
Opinie: 0
Zopiniuj: Wypowiedz się


Dorian wpatrywał się w budzącą się dziewczynę. Z wolna jego przestraszona twarz uspokoiła się, a usta szeroko się uśmiechnęły. Chłopak złapał Karinę za dłoń i przycisnął ją do policzka.
- Karina, tak się cieszę, że już z Tobą wszystko dobrze… - powiedział uradowany.
Kara popatrzyła na niego i uśmiechnęła się słabo.
- A właściwie to co się stało? – zapytała cicho. – Nic nie pamiętam…
Dorian opowiedział jej o wszystkim.
- I jakby ci się rodzice coś pytali, to powiedz im, że słabo zrobiło ci się po joggingu, przynajmniej ja tak im powiedziałem… No nie wiedziałem, co mam powiedzieć. – żachnął się, gdy zobaczył srogie spojrzenie dziewczyny.
- Długo tu leżę? – zapytała Karina.
- Kilka godzin. Ja ci naprawdę współczuję…
- Ciekawe, co jeszcze mi los przyniesie. – odpowiedziała po chwili.
Zapadła cisza. Dorian zastanawiał się, czy Kara usłyszała jego wyznanie. Karina myślała nad jego słowami, próbowała je zrozumieć, a wcześniej chciała się zapytać, czy prawdą jest to, że ją kocha. Nie wiedziała jednak jak to zacząć. Wolnym ruchem głowy spojrzała przez okno. Zasłonięte było żaluzjami. Odezwała się do Doriana.
- Mógłbyś mi odsłonić okno? I delikatnie je uchylić, strasznie tu duszno…
- Jasne, nie ma sprawy. – powiedział chłopak i posłusznie poszedł do okna.
Kiedy je otworzył, oparł się o parapet i wpatrywał w Karinę.
- A ja mam takie pytanie… - zaczęła dziewczyna.
Dorian gestem wskazał, by mówiła dalej.
- Czy ty… czy to prawda, co mi powiedziałeś, zanim się obudziłam? Wtedy już miałam lekki sen, słyszałam wszystko… tylko nie czułam ciała, nie mogłam się poruszyć, dopiero potem odzyskałam czucie…
Karina zupełnie zaskoczyła tym pytaniem chłopaka. Dorian nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Tak, kochał ją całym sercem, ale czy jest gotowy na wyznanie do całkiem przytomnej osoby? Czy nie skaże się na cierpienie, jeśli Kara odrzuci to uczucie? Borykał się z myślami. W tej chwili najchętniej zapaliłby papierosa i popiłby go piwem, żeby rozwiązać choć odrobinę język. Czuł gorąco na policzkach i wiedział, że oblał się rumieńcem.
- Yyyy… no więc… ehh… tak, to prawda. Nie moja wina, że się zakochałem, samo przyszło… - powiedział patrząc na sufit.
- Jeszcze nikt mnie nie kochał, zanim ja pokochałam… - odpowiedziała cicho Karina.
- A czy ja mam jakieś szanse u ciebie? – zapytał Dorian.
Karina zamyśliła się.
- Nie wiem, nigdy o tym nie myślałam.
- Aha…
- Przecież nie mówię nie. Ale też nie potwierdzam. W tej chwili to ja chcę tylko wyjść z tego szpitala i o niczym innym nie myśleć, bo tu strasznie niewygodne łóżka mają.
Zapadła cisza.
- Możesz zawołać lekarza? – zapytała Kara.
- Jasne. – odpowiedział chłopak.
Nie minęła chwila, a do Sali wszedł gruby lekarz, a za nim Dorian.
- Czyli to była dłuższa utrata przytomności, nie śpiączką… - mruczał doktor pod nosem sprawdzając aparaturę i stan kroplówki. – No, a panna jak się czuje? – zapytał już głośniej.
- Całkiem dobrze, tylko strasznie zmęczona jestem… - odpowiedziała Karina. – I jeśli mogę mieć jakieś zdanie w tej sprawie, to chciałabym poprosić o zrobienie tomografii, bo kilka tygodni temu strasznie stłukłam się w głowę i praktycznie nie wiem, czy mi coś się stało od tamtego czasu.
- A co panna pamięta z chwili uderzenia?
- Nic. Strasznie bolała mnie głowa. Dopiero po chwili zaczęłam kojarzyć fakty i osoby.
- No mogło być to wstrząśnienie mózgu, więc panna pojedzie w tomograf i się zobaczy, czy są jakieś ewentualne zmiany.
- Ale jakby nie było, a z moją głową wszystko byłoby w porządku, to nie powie pan rodzicom?
- Czemu miałbym tego nie robić?
- Za dużo tłumaczenia by potem wyszło, żale i pretensje… - zamyśliła się Karina, dobrze wiedząc, jakby rodzice zareagowali na to, czego by się dowiedzieli od lekarza prowadzącego.
- No jeśli wszystko będzie w porządku, to nie powiemy. – odparł doktor.
- Panie doktorze… - zaczęła dziewczyna.
- Słucham?
- Kilka tygodni temu zrobili mi test na dziedziczność białaczki i wyszedł pozytywnie… słyszałam, że promieniowanie jonizujące może przyspieszyć rozwój choroby…
- No, panna, zdarzają się przypadki późniejszego zachorowania na nowotwór, ale nie tak często, jak to imaginują poniektórzy. Sama zdecyduj, czy chcesz się badać, czy nie.
- A długo to trwa?
- Kilka minut, zdjęcia są od razu, trzeba je tylko później przeglądnąć i zdiagnozować w razie jakichkolwiek zmian w czaszce.
Karina popatrzyła w sufit, a później przeniosła wzrok na Doriana.
- Kiedy moi rodzice mają przyjść do szpitala?
Chłopak spojrzał na zegarek.
- Za jakąś godzinę.
-Doktorze, czy umie pan czytać zdjęcia? – padło pytanie Kariny.
- Nie jest to moja specjalizacja, ale wiem, kiedy jest z głową wszystko w porządku.
- Więc chciałabym zrobić to badanie teraz…
Lekarz popatrzył na Doriana.
- Kawaler poprosi pielęgniarkę, żeby przyprowadziła wózek.

***

Dorian był przy całym badaniu, widział zdjęcia głowy, choć nie rozumiał z nich nic. Cierpliwie czekał, aż Karina wróci na oddział. Dziewczyna niedługo potem wróciła do łóżka. Ale nie położyła się, tylko usiadła i lekko nogi przykryła kołdrą. Milczała. Czekała, aż doktor przyjdzie omówić wyniki badania. Po kilkunastu minutach drzwi się otworzyły i wszedł lekarz.
- No panna, rodzice się o niczym nie dowiedzą. Z głową wszystko w porządku. Teraz tylko przeprowadzimy badania szpiku, no a potem to już tylko pomiary, wymiary i takie tam. Jeśli wszystko będzie w porządku, to cię puścimy do domu choćby dziś wieczorem.
- Serio? – Karina się rozpromieniła.
- Serio serio. – uśmiechnął się lekarz. – To teraz jak się tylko rodzice zjawią, to muszą podpisać zgodę na pobranie materiału do badania. Oho, zdaje się, że już są.
W tym momencie do sali wpadła matka Kariny.
- Dziecko, kochanie, już się obudziłaś, jak dobrze! – I rzuciła się, żeby przytulić córkę.
- Mamo, przestań, bo mi jeszcze krzywdę zrobisz.
- No tak, masz rację. Panie doktorze, czy już wszystko dobrze?
- No musi pani świstek odnośnie zgody na pobranie szpiku do cytomorfologii podpisać, a tak to jeszcze tylko zostały podstawowe badania i jak wyjdą w miarę dobrze, to panna do domu pojedzie wieczorem.
- Szpik? A po co?
- Panna mi powiedziała, że jest możliwość wystąpienia u niej białaczki. Chcemy sprawdzić, czy zaszły jakieś zmiany we krwi.
- Jeśli to konieczne, to podpiszę. A skąd będziecie go pobierać?
- Z kręgosłupa.
- Auć… - Jęknęła Karina.
- Panna, się nie martw, będzie znieczulenie, może zaboli przez chwilę i jak pobierzemy potem krew do badania, to dostanie panna leki przeciwbólowe.
- No właśnie chodzi mi o ten chwilowy ból. – Powiedziała z niesmakiem dziewczyna.
- Od tego jeszcze nikt nie umarł. – Zażartował lekarz.
- Zawsze mogę być tą pierwszą. – Powiedziała zrezygnowana dziewczyna, po czym zeszła z łóżka i założyła pantofle.
- Teraz piechotka, wóz się przyda potem. – Zaśmiał się doktor.
- Się jeszcze okaże.
W sali operacyjnej położono Karinę na twardym łóżku i podano znieczulenie ogólne. Po chwili dziewczyna przestała czuć okolice kości ogonowej. Na widok igły i sprzętu do odsysania szpiku zrobiło się jej niedobrze. Zobaczyła lekarza, który wchodząc do sali zakładał rękawiczki.
- No, panna, gotowa już do zabiegu?
- Przecież i tak mi go pan zrobi.
- No to zabieramy się do pracy.
Karina spokojnie leżała, kiedy lekarz oczyszczał miejsce, z którego miał zamiar pobrać komórki. Nie zrobiło na niej większego wrażenia, gdy została po raz pierwszy nakłuta i znieczulona. Dopiero, gdy właściwa igła znalazła się w jamie szpikowej i lekarz zassał materiał do badania, z bólu w jej oczach pojawiły się łzy.
- No panna, już po wszystkim. – powiedział lekarz zakładając opatrunek uciskowy. – Jeszcze oddychasz, więc nie umarłaś.
- Wielkie dzięki... – westchnęła Karina.
- Się nie ciesz, panna, tylko rękę wystawiaj, bo krew odsysamy.
- Bardzo śmieszne. – odpowiedziała dziewczyna posłusznie podwijając rękaw i prostując rękę.
- A kiedy będą wyniki? – zapytała matka Kary.
- Punkt badawczy mamy na miejscu, podejrzewam, że szpik jest już w tej chwili badany, więc zapewne za około godzinę. – powiedział doktor wkłuwając się w żyłę Kariny i odsączając krew do probówki. – No, panna, teraz wacik i na wóz, czas do łózia. Zaraz pielęgniarka poda coś do zjedzenia i, hehe, dożylnie środek przeciwbólowy.
Karina posłusznie siadła na wózku, a później mama odprowadziła ją do łóżka. Po przyjęciu leku, wyczerpana zabiegami zasnęła.
Gdy się obudziła, w sali był tylko Dorian.
- Gdzie mama...? – zapytała sennie. – I jak wyniki?
- Twoja mama jest u doktora, ale zdaje się, że się zaraz będziesz pakować.
- Serio?
- Serio serio. – uśmiechnął się chłopak.
Do sali wszedł lekarz.
- No, panna, zwlekaj się z łóżka i za pół roku się widzimy, do powtórzenia badań.
- Super... – jęknęła Karina.
Gdy lekarz wyszedł, Dorian podszedł do łóżka.
- Cieszę się, że z tobą już wszystko w porządku.
Kara zamyśliła się, po czym powiedziała:
- Wygrałeś.
- Co?
- Nas. Dam ci szansę. – spojrzała mu w oczy.
Dorian po prostu ją pocałował.


KONIEC ROZDZIAŁU DRUGIEGO








_____________________________________________

Obrazek znaleziony w galerii deviantart. Autora niestety nie pamiętam. Szablon wykonała Inés.
Więcej na graficznej garderobie.
Sponsoruje mylog.



.. napotkanych



o nich
dołącz


ROZDZIAŁ I

Nie wiem, co o tym sądzić.
A może będziemy razem?
Poznaj mnie jak chcesz.
Spojrzeć w oczy śmierci i ujrzeć przeznaczenie.
Odwdzięczę Ci się oddając Ci siebie.



ROZDZIAŁ II

Jestem za młoda, by umierać!
Znaleźć przyjaciela... w ptaku?
"I obiecuję Ci, (...) że bardzo szybko zobaczysz oczy śmierci."
Mów do mnie, pozwól mi oddychać...
Dam nam szansę.



zatarte ślady
dodaj
obejrzyj


stare tory
2007
wrzesień (1)
grudzień (2)

2008
luty (2)
marzec (2)
maj (2)

2009
kwiecień (1)